21 stycznia, 2024

Przestałam się odchudzać po 18 latach diet | jedzenie intuicyjne i samoakceptacja

Po 18 latach, z dnia na dzień przestałam się odchudzać i nigdy tego nie żałowałam. Na początku mój apetyt był olbrzymi, bałam się że się nigdy nie nasycę. Non stop myślałam o jedzeniu i nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić.

Ale od początku. Jakoś tak przed trzydziestką obudziłam się spanikowana, co ja zrobiłam ze swoim życiem. Całe poświęciłam odchudzaniu. Właściwie to mogłabym się odchudzać dalej, tylko że to było tak czasochłonne i energochłonne że nie było mnie już dłużej na to stać. Gdybym to robiła na pełen etat i ktoś by mi płacił za odchudzanie to dałabym radę. Robota jak robota, nieprzyjemna ale przynajmniej bezpieczna i wiem jak to robić. Problem w tym, że byłaby to praca bardzo nieetyczna. Jak mogłabym przekonywać ludzi, że mogą schudnąć po godzinach podczas gdy mi zabiera to całą energię? Nie mogłabym.

Nie masz ochoty czytać? Tutaj obejrzysz nagranie wideo:

Ciąg dalszy…

Patrząc na ostatnie lata z perspektywy czasu, dopiero teraz widzę jak wielki to był projekt. Gdybym zdawała sobie sprawę, nie porwałabym się na to. Sparaliżowałby mnie strach. Ja nie tylko przestałam się odchudzać ale uznałam, że należy powiadomić o tym cały świat. Byłam na życiowym dnie i już nie miałam nic do stracenia. Było mi obojętne, co się stanie, bo gorzej już być nie mogło. W tamtym czasie dosłownie nie miałam nic. Zaburzenia odżywiania ukradły mi kilka lat. Ten czas gdy młodzi ludzie zaczynają poważne życie ja oddawałam się ortoreksji i próbie przetrwania.

Zastosowałam terapię szczerości. Zaczęłam opisywać w mediach społecznościowych swoją historię Opowiedziałam o tym co przeszłam i ogłosiłam, że wypisuję się z diet. Nigdy więcej nie będę się odchudzać, muszę nadrobić stracony czas i nauczyć się jakoś żyć. To się okazało naprawdę trudnym zadaniem bo zdolność schudnięcia było moją tożsamością. To ja byłam tą dziewczyną, która potrafi schudnąć za wszelką cenę.

Świadomie odchudzać się zaczęłam jako dziecko choć wtedy wydawało mi się, że byłam dorosła. Miałam 12 lat. Wtedy grubość to była prywatna skaza charakteru, której się należało pozbyć samemu. żeby nie denerwować otoczenia. Niestety, zwykle jak się odchudzanie zacznie to nie można skończyć, bo te kilogramy zawsze wracają. I ja tak trwałam latami w zaklętym kręgu diet i efektu jojo. Przez pierwsze 10 lat jakoś sobie radziłam. Prawdziwe kłopotu zaczęły się gdzieś w okolicy moich studiów. Nastąpił rozkwit wielkich karier fitnesowych. Wtedy to wypłynęły najbardziej znane nazwiska filigranowych trenerek. Nikt później nie zdołał odnieść tak spektakularnego sukcesu w tej branży. Nastał okres mantry – jeśli przestaniesz szukać wymówek to osiągniesz wymarzoną sylwetki. Skoro znane kobiety ją mają to jest dowód na realność tego założenia. To był początek mojej drogi w dół. Moje ciało nie współpracowało z wygórowanymi ambicjami. Ostatecznie odchudzanie zrobiło się robotą na cały etat, a i tak nie miałam takich rezultatów jak powinnam. Jedyne co udało mi się zdobyć i utrzymać, to zaburzenia odżywiania, dysmorfia cielesna i nienawiść do siebie. To nie tak miało być. Miałam mieć wielką metamorfozę i normalne życie.

Dopiero przed trzydziestką zrozumiałam, co ja sobie robiłam i zbuntowałam się. Powiedziałam koniec. W tamtym okresie było to raczej nie do pomyślenia. W całym Internecie nie udało m się znaleźć ani jednej negatywnej opinii o fit branży i presji. Więc ja sama zaczęłam o tym mówić. Skoro to przydarzyło się mnie to musiało być nas więcej. Dzisiaj, dokładnie 6 lat później, to już jest łatwiejsze i bardziej akceptowane. Rozwinęła się psychodietetyka i ludzie się powoli uczą innego podejścia do człowieka. Zaczęto rozumieć, że trzeba podejść do ciała inaczej bo człowiek ma uczucia, a ciało nie da się tak do końca tresować, głodzić, zamęczać. Okres mojego buntu to były inne czasy. Mogłam się albo postawić, albo dalej spadać w dół. Nie pozwoliłam na to!

Na początku publikowałam w mediach społecznościowych ciałopozytywne, antydietetyczne treści, zachęcające do samoakceptacji. Dość szybko zrozumiałam, że środowisko w jakie wpadłam tylko z pozoru było pozytywne. Zaczynałam od wyszukiwania i publikowania treści dodających otuchy, a skończyłam na szukaniu winnych i wynajdowaniu wrogów. To mnie poturbowało psychicznie. Ja naprawdę chciałam znaleźć rozwiązanie dla swoich problemów i pomóc innym w podobnej sytuacji. To, co miało mnie podnieść na duchu stało się agresywne i negatywne. Zmieniłam kierunek. Zamiast na samoakceptacji, skupiłam się na naprawianiu relacji z jedzeniem i normalnym życiu. Samoakceptacja pojawiła się z czasem.

Bywają chwile że wspominam odchudzanie i czuję dreszczyk emocji. Piękne cele, marzenia i nadzieja na te wielkie zmiany, pochwały, kupowanie mniejszych ubrań. I… obsesja na punkcie jedzenia, kompleksy, lęk przed przytyciem, zmęczenie i zafiksowanie na ciele. Kiedy czuję nostalgie, to włącza mi się wybiórcza pamięć, bo realia tamtego życia były bardzo ciężkie. Moje ciało już dłużej tego nie wytrzymało. Całymi dniami myślałam o jedzeniu. Zawsze byłam głodna i mogłam zjeść każdą ilość jedzenia, o każdej porze dnia i nocy. Po tylu latach różnych planów żywieniowych, chudnięcia a potem tycia i znów zaczynania od nowa, nie byłam już w stanie wytrzymać na diecie dłużej niż miesiąc.

Brakowało mi siły, by zająć się swoją przyszłością, bo albo przygotowywałam się do kolejnego odchudzania, albo akurat się odchudzałam. Jak już wiesz to nie zarabia na życie. Nie umiałam funkcjonować myśląc cały czas o jedzeniu ale potrafiłam wyobrazić sobie życia nie będąc szczupłą. Czyli byłam na straconej pozycji. Schudnąć nie mogłam, a bez schudnięcia nie mogłam wyjść do ludzi. Kiedy do mnie dotarło że niedługo będę mieć 30 lat a nie mam żadnych perspektyw na przyszłość, to decyzja była oczywista. Trzeba z tym skończyć i to natychmiast. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Stałam w łazience i patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Zrozumiałam, że mam takie ciało jakie mam i trzeba się nauczyć z tym żyć. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia co mnie czeka, ile pracy będzie trzeba wykonać, ile łez będzie wylać i ile błędów popełnić.

Skoro dzisiaj tutaj jestem to znaczy że plan się powiódł. Zaczynałam będąc w bardzo złej formie. Rządziła mną ortoreksja, niepohamowany apetyt, zniekształcony obraz ciała. Jeżeli chcesz schudnąć to ja ci nie pomogę. Tyle razy chudłam i tyłam, że nie mam pojęcia jak to zrobić na zawsze i przy okazji żyć normalnie. A jeśli nie robi się tego na zawsze, no to trochę nie ma sensu, bo efekt jojo przynosi zbyt wiele negatywnych konsekwencji.

Jeśli chcesz wymówki, żeby nie musieć już robić nic, skoro się nie odchudzasz, to też ci nie pomogę. Musimy być za siebie odpowiedzialni. Mogę cię natomiast nauczyć jeść intuicyjnie i odzyskać swoje życie.