30 lipca, 2020

Część 1. 15 lat odchudzania i obsesji

Wszystko zaczęło się w 1 klasie gimnazjum. Miałam dość bycia wyśmiewaną i piętnowaną z powodu wyższej wagi. Nigdy nie byłam drobna jak moje koleżanki. Raczej wysoka i okrągła. To dawało innym prawo by zmienić moje życie w piekło. Ja chciałam tylko by ono się skończyło.

Leżąc w łóżku, zanim przyszedł sen, wyobrażałam sobie, że budzę się jako nowa osoba, taka jak inni. Nic takiego się nigdy nie stało, więc zostało mi tylko przestać jeść. Poskutkowało. Zagłodzona, słaba, ale przynajmniej szczupła. I tak weszłam do nowego piekła, w którym spędziłam pół życia.

3 lata gimnazjum, każdego dnia głodna. Głód był moim najlepszym przyjacielem. Dawał mi pewność, że będę mogła kupić ubrania w galerii handlowej, że nikt w drodze do sklepu nie krzyknie SUMO, CIĘŻARÓWA, i że na wuefie żaden nauczyciel nie będzie mi robić przykrości.

Wbrew pozorom komplementy nigdy mnie nie cieszyły tak jak powinny. Słysząc je byłam zadowolona ale też wkurzona. Myślałam sobie „gdybyś tylko wiedziała”. Mój głód nie miał prowadzić do komplementów tylko do tego, by dano mi spokój. Z czasem do tych komplementów przywykłam, ale ten głos „ale za jaką cenę” (pamiętam ten tekst z dziecięcej bajki TABALUGA), nie dawał mi spokoju.

Cena była zdecydowanie zawyżona a ja nie miałam wyjścia, musiałam płacić. Silny głód, który nigdy nie znikał. W szkole brak śniadania, w domu obiad nie wcześniej niż na 18-19. Mnóstwo nauki. Presja by utrzymać dobre oceny. Mózg nie pracuje, wkuwanie jednej formułki trwa w nieskończoność. Brak czasu na czytanie ukochanych książek, telewizję i spędzanie czasu jak przeciętna nastolatka.

Będziesz się śmiać, ale i tak ci to opowiem. Kiedyś w drugiej klasie gimnazjum, dokładnie zimą po lekcji religii koleżanki z ławki obok zwinęły mi jabłko. To jabłko miało być moim śniadaniem i obiadem. Nigdy nie zapomnę tego zawodu i mojej złości. Gdyby wzrok mógł zabijać to mój wtedy by zabił. To tylko jabłko. Ale nie dla mnie. Dla mnie było wtedy całym światem.

Patrzyłam na koleżanki i kolegów w szkole, później też na studiach i w pracy, jak jedzą kanapki. Wiedziałam, że dla mnie to nigdy nie będzie osiągalne. Czasami przez chwilę wierzyłam, że może i mogę przez chwilę żyć normalnie Te chwile naiwności prowadziły do ataku ekstremalnego głodu i tycia kilkunastu kilogramów na przestrzeni 2 miesięcy.

Później okres paniki i znów powrót do diety. I tak przez lata 30kg w te i we wte. Dziesiątki przeczytanych książek na temat najnowszych diet. Kurs za kursem. Cała dietetyka związana z odchudzaniem i żywieniem w chorobach w jednym paluszku. Za mało wiedzy. To musi być coś z psychiką. Dobrze, to weźmy jeszcze psychodietetykę. Egzamin i pustka w głowie. Problem się nie zmienia.

Każde wyjście z domu, każdy spacer, spotkanie, wyjazd, wycieczka mijało pod znakiem – a co będę mogła zjeść? Co będzie tam do jedzenia? Ten niezmienny głód trwający od 13 roku życia zabierał mi wspomnienia z każdej przeżytej chwili. Na wyjściach i wyjazdach myślałam tylko o tym, czy znajdę kawę by uspokoić głód. Lądując po raz pierwszy w Paryżu moimi pierwszymi słowami było „napijmy się kawy”. Wolałam zapłacić kilkanaście złotych za kawę niż zjeść porządne śniadanie w niższej cenie. To było bezpieczne.

W między czasie pojawiła się ortoreksja, która zatruła mi już nie tylko życie ale też opróżniła portfel. O tym przeczytasz w następnej części.

Przejdź do części 2 i 3.

Nowa edycja startuje już 15 maja. Zapisz się już teraz!